Czat codziennie 21:00 | Poczta | Lista dyskusyjna | Poezja | Galeria Medialna | SKLEPIK | PORTAL o HBV | ZIOŁOLECZNICTWO
hcv
wzw

:: Choroba   :: Diagnostyka   :: Leczenie   :: Kontakt   :: O Stowarzyszeniu   :: Strona główna  


Er, jak Radosław - od sławiącego radość... to ja, niewiele to mówi, osobom czytającym tą historię.


10.01.2008 r.

Piszę ją (tą historię), aby przypomnieć sobie pewne fakty i pożalić się trochę na historię mojego wypadku, związane z tym konsekwencje, jak również po to, by dać Innym zapał i werwę do tego, że zawsze może być lepiej - tylko trzeba w to włożyć "trochę" pracy, wysiłku, zaangażowania - a będzie lepiej - tak jak w moim przypadku będzie człowiek mógł mówić, chodzić, po prostu być w miarę sprawnym. HCV, to może nie najważniejsze w tej historii, aczkolwiek niewątpliwie, gdybym GO nie miał, to bym o nim nie napisał. Zaczynam.

Byłem młody, energiczny, szczęśliwy z życia, rodziny, przyjaźni, kolegów i koleżanek, pełen planów i wizji na przyszłość - 17-tą wiosnę miałem już za sobą. Nagle ciemność. Stan błogiego spokoju. Co się ze mną dzieje. Gdzie ja jestem, co ja "tu" robię. Nicość. Zamieszanie Gdzie ja jestem (byłem). Nie wiem. Otwieram oczy i widzę mojego ojca, jak pod ramię wyprowadza mnie ze szpitala. Prawa ręka wisi mi bezwładnie, prawą nogę ciągnę za sobą ... Co jest co się stało - co Oni mi zrobili - "Oni", to znaczy sam nie wiem kto! Ojciec coś do mnie mówi, między innymi pyta się mnie wiek, czy coś pamiętam... Pamiętam, dlaczego miałbym nie pamiętać - ale nie wszystko pamiętałem półtora roku życia mam wymazane z pamięci. Wielka luka. Co się dzieje, dlaczego ociec mnie prowadzi pod rękę, a przede wszystkim dlaczego, mam takie trudności z mową. Prawie nie mogę mówić - a jak już to bardzo niewyraźnie. Informacje, które do mnie spływały, przekonały mnie, że to są moi rodzice, siostra, znajomi, mój dom itd. - moje życie.

W drodze ze szpitala do domu (10 minut samochodem, do którego wsiadałem przy pomocy taty) dowiedziałem się, że ja mam nie siedemnaście - jak ja myślałem - a osiemnaście lat, i że chodzę do technikum, a nie zawodówki - jak ja myślałem. Do domu koledzy pomogli mi zejść po schodach, przynajmniej w windzie stałem sam na swoich nogach. Wszystko wydawało mi się takie dziwne, a zarazem znane mi, jakby z innego świata.

...Miałem wypadek ... a wszystko to dla mnie było, jakby wczoraj, jakbym położył się w domu spać a obudził w szpitalu. I tu już pojawiają się informacje znane mi tylko i wyłącznie z opowiadań... Pięć tygodni, podobno - bez pewności, że obudzę się następnego dnia, i następne dwa miesiące w których wracałem do życia przy pomocy rodziców, matki czuwającej nade mną w dzień i w nocy, zarywającej swoje obowiązki i pracę, ojca jeżdżącego "tu i tam", do Łodzi gdzie miałem składaną szczękę połamaną w trzech miejscach (brrrr … jak sobie o tym drutowaniu, to mi się zimno robi; ja byłem nieprzytomny a rodzice i siostra byli przy mnie; co wycierpieli to ich). Uraz czaszki. Stłuczenie mózgu. Wodniak pourazowy lewej okolicy czołowej. Złamanie żuchwy w trzech miejscach. Zespolenie lewego stawu biodrowego. Złamanie panewki lewego stawu biodrowego, obustronne zapalenie płuc, rozległe otarcia naskórka... - dostałem taką małą karteczkę - wypis ze szpitala. Do tego wszystkiego miałem w transfuzji wymienione bardzo dużo krwi... a w '90 r. krew nie była badana na obecność wirusa HCV (teki ze mnie szczęściarz...) i dopiero po 17 latach dowiedziałem się o jego obecności.

To był wynik moich młodzieńczych eskapad, chociaż nie wiem czy to tak można nazwać. 18-nastka u koleżanki mojej dziewczyny, "trochę" alkoholu, zabawa, odwiezienie dziewczyny autobusem do domu ... Niestety autobus powrotny nie dowiózł mnie z powrotem. 100 metrów za następnym przystankiem w drodze do mnie do domu przejechała mnie syrenka, bo leżałem "sobie" na drodze ... jak to się stało nie pamiętam ... prawdopodobnie miałem już uraz mózgu przed przejechaniem prze syrenkę; co wskazywałoby na to że byłem wcześniej skopany ... tego nigdy się nie dowiem ... I byłem taka "śrotka", co prawie nie mówi nie chodzi, nie pisze, czas mi się poprzestawiał (z tą przynajmniej korzyścią, że zdałem z zawodówki do technikum). Usnąłem w socjaliźmie, a budzę się w kapitaliźmie (1990 r.), byłem tak skołowany, że tego nie da się opisać ani opowiedzieć. Ale się uśmiechałem do ludzi, do świata, do siebie ... będzie dobrze myślałem, choć dwa, czy trzy razy straciłem już wiarę i chciałem dać bliskim odpocząć od siebie - i próbowałem otworzyć okno, (na całe szczęście jeszcze miałem wówczas stare okna), ale byłem jeszcze wtedy tak mało sprawny, że zawsze przy tych próbach, próbując wejść na okno opuszczały mnie siły i dawałem sobie spokój ... a widok był piękny - 9 piętro...

No i ćwiczyłem - chodzenie od ściany do ściany - z trudem - mowę, sprawność, wszystko. Czułem się jak dziecko - od nowa nauka chodu, mowy itd. Uczyłem się wierszy na pamięć, gadałem sam do siebie (lepiej tych skowytów było nie słuchać), wychodziłem ćwiczyć schodzenie po schodach, w górę w dół, w górę w dół, w górę w dół i wracałem o godz. 23-24 do domu całkiem mokry z przemęczenia. I nazajutrz znów i to samo. I jeszcze raz. I znowu. Ale cieszyłem się. Umiałem się uśmiechnąć do samego siebie i powiedzieć sobie - nie przejmuj się kuśtykający inwalido kaleczący język polski (bo mowa była kilka miesięcy tragiczna), nie będzie tak źle, zawsze może być gorzej. Z dziewczyną jakoś tak samoistnie się skończyło - zresztą - ona młoda, piękna, zdolna niech sobie dobrze ułoży życie. Po rehabilitacji w Radziejowie, Ciechocinku, wieczornych bieganinach (a bieg na początku wyglądał bardzo śmiesznie lub tragicznie - jak kto woli, ale raczej to drugie) - wróciłem na płaszczyznę prawie normalnie funkcjonującego młodego człowieka. Prawie! Po roku znowu do szkoły, lecz pomimo zaliczonej I klasy technikum, powtarzałem od nowa pierwszą klasę, bo przecież nic nie pamiętałem - czyli dwa lata w plecy ... (i ten piekielny rok, niepamięci, rok całkowitej amnezji) ... Cały czas intensywnie ćwiczyłem sprawność, mowę i pamięć z mizernymi skutkami - ale opłaciło się. Przez trzy lata szkoły dużo, pływałem, jeździłem na rowerze, biegałem. Zdarzały się też imprezy z alkoholem, po których miałem (rzadko) "jakoś" tak dziwnie łuszczącą się skórę, no i odwieczny katar - od momentu wypadku. Po roku na bezrobotnym dostałem pracę. W '97 roku poznałem moją fantastyczną małżonkę, która dała mi bardzo dużo wiary w samego siebie, energii, wielkiej i trwałej miłości, oddania, zrozumienia, akceptacji i dzikiego seksu - (co było dla mnie niezwykle istotne) bo moje libido dawało mi coraz bardziej w kość. Ewa jest dla mnie prawą ręką i moim mózgiem. Jest to niewielka przesada. Wychodząc za mnie, chyba nie zdawała sobie sprawy jaki kłopot bierze. Musi wszystko przewidywać - za mnie, za siebie i za naszą córkę.

Gdybym wiedział w tamtym okresie czasu, że w '90 roku (99,99%) wszczepiono mi tego "bakcyla", to prawdopodobnie nie postąpił bym tak, aby taka wspaniała kobieta jak moja żonka, narażona była pomimo moich komplikacji z wypadkiem - jeszcze na Wirusowe Zapalenie Wątroby typu C. (kwestia dyskusyjna - bo żonka naprawdę jest rewelska). No cóż, już się "to" ma, no to trudno. Najgorsze są te stawy kolanowe - bo jak na razie tylko je czuje. Od 6-7 miesięcy mam kłopoty z wstawaniem od komputera, ze względu na ból w kolanach i przy rannym wstawaniu z łóżka. Wcześniej np. w '92 roku jak sobie przypominam miałem wysypkę, zdarzało mi się (rzadko) łuszczenie skóry, szczególnie, jak wcześniej było "trochę" alkoholu. No i moje odwieczne infekcje, które sprawiły, że od momentu wypadku z chusteczką do nosa się nie rozstawałem, nawet podczas kąpieli nad jakimkolwiek kąpieliskiem, czy nad morzem, musiałem co chwila sięgać po chusteczkę. To było bardzo uciążliwe - a czułem się zdrowo. Teraz sobie myślę - nie wiem czy na pewno - że to był pierwszy objaw osłabienia organizmu hcv-em. Kłopoty z pamięcią - tragiczne. Teraz to sobie można z tego żartować, ale np. przed ślubem wziąłem od żony jej samochód, a następnego dnia przyjeżdżam do niej swoim - rowerem; a gdzie samochód? Pyta żona. I wtedy dopiero mi się przypomniało, że stoi on sobie u mnie na parkingu ... i wiele tego typu podobnych historii. Na całe szczęście jak na razie nie zdarzyło mi się zapomnieć odebrać dziecka z przedszkola... Oj, ta moja żonka ma cierpliwość ... Ma świętą cierpliwość, jak na mnie...

A teraz i tak, co jakiś czas wychodzę pochodzić po schodach, pobiegać, czasami, coraz rzadziej z braku czasu, pojeździć na rowerze - na pewno nie dlatego, że mi to wpadło w nawyk, czy to że ja lubię się męczyć, ale dlatego, że po prostu bolą mnie te stawy, a jak je rozruszam to czuję się trochę lepiej ... do następnego wstawania z łóżka. No, a teraz nie wiem... W lutym czeka mnie wizyta w Bydgoszczy... Ciekawe jakie będą jej rezultaty... Gdybym nie wiedział o tym "hcv - ale" to bym sobie dalej żył spokojnie nie przejmując się niczym, najwyżej mniej bym siedział, leżał - ze względu na kolana, żeby je jak najbardziej rozruszać. Lepiej jednak zwalczyć wirusa w zarodku (trudno tak mówić o wirusie z 17 letnią kadencją w moim organizmie), niż "spokojnie" czekać na dalszy rozwój wypadków. Więc też będę walczył i się nie dam - a przy najmniej nie tak szybko, jak życzył by sobie tego ten wirus. Także niech Nikt nie się nie poddaje w walce o Siebie Samego, bo nie wiadomo, może zrobimy psikusa losowi i... Lekarze mówili moim rodzicom, że będę jak "mokra wata" - a ja mam Kochaną żonę, córeczkę i nawet kota...

Jeśli w ogóle mogę tą historię komuś dedykować, to dedykuję ją wszystkim Tym, którzy stracili już wiarę na lepsze jutro... , nawet wtedy gdy im (WAM) się wydaje, że nic dobrego was już spotkać nie może... Teraz będzie fragment bezpośredni do Was... To są najprostsze słowa - wierzcie w Siebie, uśmiechajcie się do siebie i do innych Ludzi, Kochajcie Siebie, Ludzi, góry, morza i wszystkie zwierzęta, niech wasze pozytywne myślenie będzie dla was zachętą do dalszego, życia i do dawania ciepła, miłości innym. Ja mam wspaniałą żonę, córkę, kota (w głowie też), pracę i możliwości na dalsze wspaniałe życie (nawet z tej najniższej średniej krajowej + renta - najniższa), tylko jedno ale... Żebym z całą pewnością balował na ślubie córki, muszę to paskudztwo wyleczyć, zaleczyć - jak go zwał, tak go zwał ... Wyleczyć!


Powrót»



Nieinwazyjne Badanie Wątroby
fibroscan
»
Ważne!
::Nowe Leki przy HCV
::Artykuły medyczne
::Artykuły prasowe
::Szpitale i poradnie
::ZIOŁOLECZNICTWO
::SKLEPIK ZIOŁOWY
::Felietony Prometeuszy
::Słownik medyczny
::Linki medyczne i inne
::Top lista i liczniki
::ATLAS ZIÓŁ
»
Prometeusze
Kontakt ze Stowarzyszeniem
tel. kom.: 602 172 907
lub tel. stacjonarny:
75 612 00 99 (nowy)
::Pomoc psychologiczna
::Kilka ważnych pism
»
FAQ przeczytaj koniecznie
:: Czy prawidłowy poziom transaminaz (Alat i Aspat) wyklucza obecność zakażenia HCV?
:: Czy można zakazić się poprzez kontakty seksualne?
:: Jakie jest ryzyko przeniesienia (transmisji) HCV z zarażonej matki na dziecko?
:: Jakie są objawy zakażenia wirusem HCV i choroby, jaką ten wirus wywołuje?
:: Czy Hepatitis C można wyleczyć?
:: Jakie leki obecnie są stosowane w leczeniu HCV?
:: Czy zakażeni HCV powinni się szczepić przeciwko HBV (wzw typu B)?
:: Czy można się zakazić od domownika, który jest HCV+?
:: Jak zostać członkiem Stowarzyszenia PROMETEUSZE
»
Nasze Akcje
:: HCV za Kratkami
»
Nasi Partnerzy:

diagnostyka

synevo

Herbapol Poznan
»
Podziękowania
:: Członkom Honorowym
:: Firmom:
AbbVie
za grant i pomoc w modernizacji Serwisu Prometeuszy w 2016 roku

Synevo
Sanofi - Aventis
Poznańskie Zakłady Zielarskie Herbapol S.A
Gilead

:: Polskiej Grupie Ekspertów HCV
:: Wszystkim lekarzom, którzy wspierają nasze działania
:: Władysławowi Rysiowi i Zbigniewowi Barteczka za wiersze. Brunowi za "koraki" i aukcje charytatywne.
:: Maciejowi, Monice oraz Ewelinie i wszystkim psychologom za pomoc chorym
:: Naszym webmasterom i administratorom:
Arturowi i Włodkowi,
oraz Piotrowi, Tygrysowi, Ktosi i Andzi
:: Wszystkim za wpisy do księgi gości
:: Wszystkim, którzy wspierają naszą akcję
:: Aptece "Królewskiej" z Wałbrzycha

apteka krolewska
»
Wspieramy
3 kafki - hostele
akcja Pajacyk
wielka orkiestra świątecznej pomocy

Nasze konto: ING Bank Śląski o/Wałbrzych 61 1050 1908 1000 0022 7301 0526


intermedis - fibroscan


hcv


Hepatic Medical


reklama, tworzenie stron, hosting, wałbrzych, wizytówki, poligrafia

hcv

Copyright © 2001-2017    Prometeusze    All rights Reserved.