|
Od czego mam zacząć? Co napisać?
Od początku? Tych początków było wiele...
O mnie...
Mam na imię Urszula...mieszkam w Jeleniej Górze, uczę się zaocznie, mam dwóch synów w wieku 12 i 5 lat...męża Tomka...siostrę, ukochaną Kaśkę i brata...
Pierwszy początek: to wtedy gdy poszłam do lekarza z bólami, a on skierował mnie od razu na badania.
To były transaminazy i test na hcv.
Wtedy nie wiedziałam co to oznacza... O wirusie dowiedziałam się w marcu 2001 roku. Z wynikiem hcv+ wróciłam do niego.. powiedział: czy pani wie, że....i tu przedstawił najczarniejszą wizję mojej przyszłości. Zaczęłam się bać, ale zanim skończył mówić, uświadomił mi, że jest leczenie, że można to wyleczyć, dał mi namiary do kliniki we Wrocławiu.
Pojechałam tam z Tomkiem, moim mężem...Powiedziano mi, że będę teraz na półrocznej obserwacji, za pół roku miałam się zgłosić do poradni z wynikami. Pojechałam, pani doktor stwierdziła typowe przewlekłe zapalenie wątroby typu C, trafiłam do kliniki celem wykonania biopsji wątroby.
Co wtedy myślałam? Wpadałam ze skrajności w skrajność; raz bagatelizowałam chorobę, wszystko jadłam, nie brałam leków, popadałam w rozpacz, nie widziałam sensu; innym razem uśmiechałam się, stosowałam dietę i wierzyłam. I tak w kółko...ze skrajności w skrajność.
Chwilami po prostu płakałam zadając sobie pytania: dlaczego ja?, co będzie z dziećmi kiedy mnie zabraknie, co będzie jak będę musiała mieć przeszczep wątroby?....Setki pytań..
Napisałam, że to był pierwszy początek. Tych początków jest wiele...ile razy myślę, że nie dam rady...szukam pomocy wśród bliskich...patrzę na twarze moich chłopców i tłumacze sobie, że muszę dla nich żyć, a żeby żyć dla nich- muszę żyć dla siebie, muszę mieć siłę, chcę mieć siłę...Następuje wtedy kolejny "początek".
Znalazłam w sieci cudownych ludzi......Paweł i Sylwia, oni mnie uczyli jak żyć z hcv.
Najgorszy okres zaczął się jednak w maju 2002 roku, nie wytrzymałam. Tomek wyjechał do Warszawy...nie wiem jak to się stało...ale dopadły mnie stany depresyjne.
Przeczytałam ostatnio wywiad z prof. Stanisławem Pużyńskim, powiedział on, że przy chorobach wątroby mogą (ale nie muszą) pojawiać się stany depresyjne.
Najważniejsze jest to aby się nie poddawać, wiem jak bardzo ciężko jest ludziom, którzy właśnie dowiedzieli się, że mają hcv...ale to można leczyć, należy leczyć i trzeba się domagać leczenia!
Nawet w najgorszych momentach, kiedy wydaje nam się, że to nie ma sensu.. przezwyciężajmy strach.... ja daję sobie radę, dzięki rodzinie i właśnie dzięki przyjaciołom z listy.
Chciałabym Wam powiedzieć o moim szczęściu...zawsze jest przy mnie Tomek... mój Tomek, patrzy na moje/nasze problemy swoim "chłodnym" okiem;-).
Dzięki niemu mogę podchodzić do życia spokojnie, z dystansem... mam w nim oparcie....Jestem dla niego najważniejsza...
Teraz czekam na kurację ....Kiedy rozpocznę leczenie, uzupełnię moją historię.
Ula
|