Czat codziennie 21:00 | Poczta | Lista dyskusyjna | Poezja | Galeria Medialna | SKLEPIK | PORTAL o HBV | ZIOŁOLECZNICTWO
hcv
wzw

:: Choroba   :: Diagnostyka   :: Leczenie   :: Kontakt   :: O Stowarzyszeniu   :: Strona główna  


Lakierowanie zła


"Rzeczpospolita" 19. lutego 2002 r.

BŁAŻEJ TORAŃSKI

Sąd orzeknie, czy lekarz Szpitala im. Biegańskiego w Łodzi przyczynił się do pogorszenia zdrowia pacjenta

- Chodziłem jak burza. Mogłem pracować po dwanaście - piętnaście godzin, a spać trzy - cztery. Nie wiedziałem jeszcze, że sterydy przyspieszały rozwój choroby i wątroba siadała - mówi Stanisław Szczupak

Wątroba czterdziestoletniego Stanisława Szczupaka, niegdyś łódzkiego tramwajarza, przypomina czekoladę nadziewaną orzechami laskowymi. W odróżnieniu od zdrowej, gładkiej i lśniącej jest nabrzmiała, chropowata, pokryta twardymi guzkami.

W styczniu 1998 roku prof. Jan Kuydowicz, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych Akademii Medycznej w Łodzi, dawał swemu pacjentowi jeszcze dwa - trzy lata życia. Ale pół roku temu chory nieuleczalnie przeszedł drugą, kosztującą skarb państwa 70 tysięcy złotych, kurację interferonem, lekiem pobudzającym układ odpornościowy organizmu. Według statystyk co drugi pacjent ma po niej szansę przedłużenia życia. Na jak długo? Nader optymistyczna prognoza mówi o kilkunastu latach. Pesymistyczna daje mu jeszcze kilka lat życia.

- Może pożyję jeszcze z piątkę, a może nie - Stanisław Szczupak uśmiecha się sarkastycznie i zaciąga papierosem. Pali mniej więcej piętnaście dziennie. Jest szczupły, niemal chłopięcej budowy. Ma 177 cm wzrostu, waży 60 kg.

Czułem się klapnięty

Pierwszym objawem, jaki zapamiętał, była senność. Często zasypiał, nie zdążając do pracy. Najbardziej bał się, że przyśnie, prowadząc tramwaj, spowoduje wypadek, a wtedy już tylko prokurator.

- Potrzebna mi była bystrość umysłu, bo tory nie zawsze są równe i wagonik może z nich wyskoczyć, a czułem się klapnięty. Szedłem do pracy jak koń pod górę - wspomina.

Zaczął chodzić do zakładowego lekarza. Ten jednak zbytnio nad jego losem się nie pochylał: wypisywał 7 dni zwolnienia i odsyłał do domu.

- Pewnie myślał, że skoro młody jestem, nie chce mi się pracować. A ja już tak dłużej nie mogłem. Powiedziałem, że nie chcę zwolnień, tylko skierowanie na badania.

Wtedy narastały już inne objawy. Ledwie przełknął coś smażonego, a zaraz brało go na wymioty. Pojawiła się biegunka. Wreszcie przestał trawić. Wszystko zwracał. Zjadał więc rano pół bułki, i starczało na cały dzień. Tylko brzuch wysadzało.

W grudniu 1992 roku jego skóra zrobiła się żółta. - Lekarze w szpitalu zdziwili się, że miałem siłę, by do nich dojechać.

Trafił na oddział obserwacyjno-zakaźny Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. Biegańskiego w Łodzi, kierowany przez dr. Zbigniewa D., gdzie wykryto u niego poważne uszkodzenie wątroby.

- Miał przewlekłe zapalenie wątroby przechodzące w marskość - potwierdza dr Zbigniew D. Zaczął go leczyć przeciwzapalnie.

Problem w tym, że nie zbadał Stanisława Szczupaka na obecność wirusa C (HCV).

Zapomniał o badaniu

- To był elementarny, wręcz studencki błąd diagnostyczny, który pociągnął za sobą błędy w leczeniu - ocenia prof. Waldemar Halota z Akademii Medycznej w Bydgoszczy, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych. Podobnego zdania są inni wybitni specjaliści w tej dziedzinie.

- Nie potrafię zrozumieć, dlaczego zaniechał badania, które miało znaczenie dla terapii i zdrowia pacjenta, dzisiaj bardzo chorego człowieka z nieodwracalnymi zmianami chorobowymi wątroby - dziwi się profesor Anna Boroń-Kaczmarska z Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Naukowego AIDS. - Na moim oddziale badanie na obecność wirusa HCV jest schematem.

Dr Zbigniew D., specjalista drugiego stopnia z chorób zakaźnych, nie ma poczucia, że popełnił błąd.

- Leczyłem prawidłowo. Nie mam wątpliwości, że nie skróciłem mu życia. Brak badań na HCV nie miał znaczenia w podjętym przeze mnie leczeniu - bagatelizuje. - Stanisław Szczupak był honorowym krwiodawcą, co dla mnie było jednoznacznym sygnałem, że w stacji pogotowia robiono mu już te badania. Honorowi dawcy powinni mieć HCV ujemny - mówi.

Motorniczy tramwaju leczył się pod opieką Zbigniewa D. od stycznia 1993 roku do września 1997 roku.

- Kiedy do mnie przyszedł, procesy zapalne wątroby nasilały się. Mogło dojść do śpiączki wątrobowej i zgonu. Trzeba było ten proces powstrzymać i ja to zrobiłem. Uratowałem mu życie - twierdzi lekarz.

Szczupak wspomina, że po sterydach, które wtedy dostawał, czuł się świetnie.

- Chodziłem jak burza. Mogłem pracować po dwanaście - piętnaście godzin, a spać trzy - cztery. Nie wiedziałem jeszcze, że sterydy przyspieszały rozwój choroby i wątroba siadała - mówi.

Jednak pogorszyło się, z bólu zaczął się zwijać. Czuł się jak wypruty. A lekarz radził tylko, żeby pilnował brania leków, bo będzie po wątrobie. - Ze strachu pilnowałem - przyznaje.

Zbawienny przypadek

W 1997 roku przypadkiem, kompletując dokumentację potrzebną w procesie przeciwko ZUS, były tramwajarz trafił na sąsiedni oddział tego samego szpitala. Wtedy dopiero postawiono mu prawidłową diagnozę: marskość wątroby spowodowana zakażeniem wirusem C.

- Jak zobaczyłem tego przerażonego, biednego i źle leczonego człowieka, któremu przez cztery lata wyhodowano marskość wątroby, nie wytrzymałem. Błąd lekarski był ewidentny, w dokumentach jak wyłożony na talerzu. Postanowiłem, że płazem tego nie puszczę - wspomina profesor Kuydowicz, pełniący funkcję konsultanta wojewódzkiego ds. chorób zakaźnych.

Miał do wyboru: albo zgłosić to do sądu zawodowego przy Okręgowej Radzie Lekarskiej w Łodzi, albo do prokuratury.

- W Okręgowej Radzie Lekarskiej zasiadają koledzy dr. D., którzy są uwikłani w układy towarzyskie. Czułem, że nie będą obiektywni - profesor tłumaczy, dlaczego zdecydował się w styczniu 1998 roku na bezprecedensowy w polskim świecie medycznym krok: powiadomienie prokuratury.

Zanim jednak to zrobił, poprosił o wypowiedź w tej sprawie prof. Andrzeja Gładysza z Wrocławia, od blisko dziewięciu lat konsultanta krajowego ds. chorób zakaźnych, licząc jeszcze na rozwiązanie problemu wewnątrz środowiska. Adresat uchylił się jednak od oceny historii choroby pacjenta. "Nie mam w zwyczaju wypowiadania się w oparciu o kserokopię dokumentacji, a tym bardziej ferować wyroki", odpisał.

Środowisko najlepszych specjalistów od chorób zakaźnych w Polsce liczy kilkanaście osób. Znają się doskonale. Kuydowicz zdecydował się więc na jeszcze jedno posunięcie. Napisał do konsultanta krajowego prywatny list: "Drogi Andrzeju, jestem zdziwiony Twoją reakcją... ". W kolejnym dorzucił: " (...) Nigdy w życiu nie czytałem opinii tak skrajnie nierzetelnej i tendencyjnej, mimo iż czytam je od 8 lat jako biegły sądowy w sprawach z całej Polski (...) ".

- Po tych listach obraził się. Przestał się do mnie odzywać - mówi Kuydowicz.

Nic dziwnego. Przełamał dotychczasowe tabu, źle pojętą solidarność zawodową, która niejednokrotnie chroniła też nieetyczne zachowania lekarzy.

- Merytorycznie profesor Jan Kuydowicz ma absolutną rację. Popełniony został poważny błąd diagnostyczny, rzutujący na dalsze leczenie. O tym błędzie należało powiadomić, ale dlaczego od razu prokuraturę - zastanawia się prof. Janusz Cianciara z Akademii Medycznej w Warszawie. Mówi, jak postąpiłby sam: - Zacząłbym od sądu w Izbie Lekarskiej.

Większość naukowców wyrażała podobny pogląd, bo mają nadzieję, że środowisko lekarskie jest w stanie się samo oczyścić.

Prof. Waldemar Halota z Bydgoszczy nie ma jednak wątpliwości: - Nie ma na to najmniejszych szans.

Prokurator sprawdza

Tymczasem od stycznia 1998 roku pracowała już machina prokuratorska. Śledztwo, prowadzone przez prokurator Grażynę Kasielską z Prokuratury Rejonowej Łódź Bałuty, było kilka razy zawieszane i odwieszane, dwukrotnie umarzane. Za każdym razem Prokuratura Okręgowa w Łodzi uchylała decyzję o umorzeniu.

Najwięcej kłopotów sprawiło jednak prokuraturze uzyskanie opinii konsultanta krajowego, prof. Andrzeja Gładysza z Wrocławia.

Na biegłego w tej sprawie został powołany w czerwcu 1998 roku, ale swą opinię wydał dopiero w lipcu 2000 roku, po wielokrotnych zapytaniach prokuratury, a nawet interwencji u prorektora wrocławskiej Akademii Medycznej.

- Po prostu brakuje mi czasu. Nie wyrabiam. Rocznie wydaję ponad dwieście opinii - tłumaczy ponaddwuletnią zwłokę konsultant krajowy. Zaniechanie u Stanisława Szczupaka badań na HCV w swym orzeczeniu uznał "za jedyny niedostatek w procesie diagnozowania" przez dr. Zbigniewa D. Nie dostrzegł także błędu lekarskiego w procesie leczenia.

Prof. Janusz Cianciara o tej ekspertyzie mówi krótko: - Ja się z nią nie zgadzam. Natommiast profesor Waldemar Halota nie owija już słów w bawełnę: - Konsultant krajowy po prostu kłamie. Lakieruje zło.

- Próbuje znaleźć wytłumaczenie dla doktora D., solidaryzuje się z nim, chroni go - dorzuca prof. Anna Boroń-Kaczmarska.

Prof. Andrzej Gładysz odmawia rozmowy z dziennikarzem "Rz" na ten temat. - O swej opinii będę dyskutował tylko na sali sądowej - ucina.

Blisko cztery lata po doniesieniu złożonym przez prof. dr. hab. Jana Kuydowicza Prokuratura Rejonowa Łódź Bałuty sporządziła akt oskarżenia, który wpłynął do Sądu Rejonowego w Łodzi w grudniu 2001 roku.

Doktorowi Zbigniewowi D. zarzuca się w nim, że od stycznia 1993 roku do października 1997 nie przeprowadził u Stanisława Szczupaka badań diagnostycznych na obecność wirusa C, czyli nie rozpoznał prawidłowej przyczyny choroby. W rezultacie wdrożył i kontynuował niewłaściwe leczenie immunosupresyjne, zamiast przeciwwirusowego. Według prokuratora spowodowało to przyspieszenie rozwoju marskości wątroby i naraziło pacjenta na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Ale na tym nie koniec - zastępcy dyrektora ds. lecznictwa łódzkiego Szpitala im. Biegańskiego stawia się także dwa zarzuty sfałszowania dokumentacji medycznej. Lekarzowi grozi do pięciu lat więzienia.



Powrót »



Nieinwazyjne Badanie Wątroby
fibroscan
»
Ważne!
::Nowe Leki przy HCV
::Artykuły medyczne
::Artykuły prasowe
::Szpitale i poradnie
::ZIOŁOLECZNICTWO
::SKLEPIK ZIOŁOWY
::Felietony Prometeuszy
::Słownik medyczny
::Linki medyczne i inne
::Top lista i liczniki
::ATLAS ZIÓŁ
»
Prometeusze
Kontakt ze Stowarzyszeniem
tel. kom.: 602 172 907
lub tel. stacjonarny:
75 612 00 99 (nowy)
::Pomoc psychologiczna
::Kilka ważnych pism
»
FAQ przeczytaj koniecznie
:: Czy prawidłowy poziom transaminaz (Alat i Aspat) wyklucza obecność zakażenia HCV?
:: Czy można zakazić się poprzez kontakty seksualne?
:: Jakie jest ryzyko przeniesienia (transmisji) HCV z zarażonej matki na dziecko?
:: Jakie są objawy zakażenia wirusem HCV i choroby, jaką ten wirus wywołuje?
:: Czy Hepatitis C można wyleczyć?
:: Jakie leki obecnie są stosowane w leczeniu HCV?
:: Czy zakażeni HCV powinni się szczepić przeciwko HBV (wzw typu B)?
:: Czy można się zakazić od domownika, który jest HCV+?
:: Jak zostać członkiem Stowarzyszenia PROMETEUSZE
»
Nasze Akcje
:: HCV za Kratkami
»
Nasi Partnerzy:

diagnostyka

synevo

Herbapol Poznan
»
Podziękowania
:: Członkom Honorowym
:: Firmom:
AbbVie
za grant i pomoc w modernizacji Serwisu Prometeuszy w 2016 roku

Synevo
Sanofi - Aventis
Poznańskie Zakłady Zielarskie Herbapol S.A
Gilead

:: Polskiej Grupie Ekspertów HCV
:: Wszystkim lekarzom, którzy wspierają nasze działania
:: Władysławowi Rysiowi i Zbigniewowi Barteczka za wiersze. Brunowi za "koraki" i aukcje charytatywne.
:: Maciejowi, Monice oraz Ewelinie i wszystkim psychologom za pomoc chorym
:: Naszym webmasterom i administratorom:
Arturowi i Włodkowi,
oraz Piotrowi, Tygrysowi, Ktosi i Andzi
:: Wszystkim za wpisy do księgi gości
:: Wszystkim, którzy wspierają naszą akcję
:: Aptece "Królewskiej" z Wałbrzycha

apteka krolewska
»
Wspieramy
3 kafki - hostele
akcja Pajacyk
wielka orkiestra świątecznej pomocy

Nasze konto: ING Bank Śląski o/Wałbrzych 61 1050 1908 1000 0022 7301 0526


intermedis - fibroscan


hcv


Hepatic Medical


reklama, tworzenie stron, hosting, wałbrzych, wizytówki, poligrafia

hcv

Copyright © 2001-2017    Prometeusze    All rights Reserved.